Nota prawna

Wszelkie treści zamieszczone na blogu (zarówno teksty, jak i zdjęcia) podlegają ochronie prawnej na podstawie przepisów ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (tekst jednolity z 2006 r., Dz.U. nr 90, poz. 631 z późn. zm.). Bez zgody autora zabronione jest m.in. powielanie treści, ich kopiowanie, przedruk, przechowywanie i przetwarzanie z zastosowaniem jakichkolwiek środków elektronicznych, zarówno w całości, jak i w części.

Zabronione jest dalsze rozpowszechnianie, o którym mowa w art. 25 ust. 1 pkt b ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Nie oddaję zdjęć za za darmo.

poniedziałek, 30 września 2013

Takie rzeczy tylko na Ponidziu

Wiele rzeczy widziałam w życiu ... ale czegoś takiego nie:


Parking pięknie ogrodzony, wysypany żwirkiem ... nic tylko parkować. Ale prywatny i bezpłatny?
Nie wierzycie? Jedźcie do Skorocic ;)

Jeszcze te serduszka mnie zastanawiają ...  :)

sobota, 21 września 2013

wyjatkowo niełaskawa pogoda ...

Długo planowany wypad na zachód słońca do Krajna zakończył się niepowodzeniem z powodu dwóch Indian, którzy pomylili osoby ...
Mowa oczywiście o Indianinie Zachmurzona Twarz i jego przyjacielu Deszczowa Twarz, którzy zwykle towarzyszą Sławkowi. Wygląda na to, że w trakcie warsztatów spodobało im się w świętokrzyskim.
Gdy wyjeżdżałam na zachód była piękna pogoda: chmury, wiatr, słońce ... wszystko zapowiadało cudowny zachód słońca. Niestety przyszły ogromne ilości chmur, deszcz ... i zrobiło się beee ... robiłam co mogłam ...


Nie ciesz się jednak Sławek - dokonałam stosownych rytuałów i odesłałam Ci przyjaciół :D Masz jednak szansę, że Cię nie znajdą ;)


wtorek, 17 września 2013

Ślub Karoliny i Mata

Niesamowicie sympatyczna para, Karolina i Mat postanowiła, że będzie razem. A tak to w dużym skrócie  wyglądało:

U fryzjera Mat wykazał się ogromna cierpliwością ...

... a nawet teściowa doradzała przy czesaniu   ...

... w końcu było zrobione :)

W domu zamieniłam się w "pierwszą pomoc kosmetyczną" :) (zdjęcie zrobiła druhna - dzięki Diana - jedno z nielicznych zdjęć na których jestem!)

Potem USC w Skarżysku 




Plener w Końskich:




Dużo szczęścia kochani :))

piątek, 13 września 2013

Druga twarz Ewy :)

Tej Ewy:


Wszystko działo się na zamku w Iłży  ... a zaczęło się od teleportacji ...








Dodam, że bardzo trudno było nam się nie śmiać ... bardzo trudno no mówiąc prawdę poległyśmy i pękałyśmy ze śmiechu :DD

 A miny ludzi, których mijałyśmy były ...  bezcenne :DD

czwartek, 12 września 2013

Sandomierskie szachy





Szachy. Znana od wieków królewska rozrywka, która wymaga analitycznego myślenia, mistrzowskiej taktyki i umiejętności przewidywania reakcji przeciwnika zawsze o kilka ruchów naprzód. Ich historia jest niemal równie długa jak historia cywilizacji. Niektórzy badacze przypuszczają bowiem, że terakotowe figurki odnalezione na terenach dawnej Mezopotamii (datowane na 6000 lat p.n.e.) używane były jako figury szachowe.
Bliskie współczesnym zasady tej gry zostały opracowane w V wieku n.e. w Indiach – gdzie nosiła ona nazwę czaturanga. Podarowana przez indyjskiego radżę szachowi Persji przekształciła się w grę zwaną czatrang. Po opanowaniu Persji przez Arabów w VII wieku grę zaczęto nazywać szantradżem a jej reguły uległy niewielkim zmianom. Dzięki arabskim entuzjastom gra wzbogaciła sie o nowe sposoby rozgrywania partii. Do Europy szachy trafiły VIII – IX wieku najpierw do Hiszpanii, potem do Włoch i Francji. Do Rosji szachy przywędrowały bezpośrednio ze wschodu w IX wieku. Na tereny polskie szachy przybyły prawdopodobnie jednocześnie z kilku kierunków: ze Skandynawii, z Rusi Kijowskiej lub przez Czechy z Europy Zachodniej.
W roku 1962 Eligia i Jerzy Gąssowscy znaleźli w Sandomierzu, w czasie prac badawczych na Wzgórzu Świętojakubskim, figury szachowe z XII wieku. Nie były to pojedyncze figury jakie dotąd znajdowano (głównie na pomorzu) ale pełen zestaw dla jednego gracza i drugi, prawie kompletny (brakuje trzech pionów), dla drugiego gracza.
Badania przeprowadzone przez panią Eligię Gąssowską wykazują, że szachy te są wyrobem lokalnym wykonanym na wzór arabski. Koran zabrania wszelkich przedstawień figuralnych więc, na potrzeby szachów stworzono nowe kształty będące kombinacją kuli oraz walca i takie są też szachy sandomierskie. O ile jednak forma figur ma charakter arabski o tyle tworzywo (róg jelenia) i użyte ornamenty świadczą o miejscowym pochodzeniu. Ślady użytkowania figur oraz fakt, że zostały znalezione w niczym nie wyróżniającej się półziemiance pozwalają przypuszczać, że gra w szachy nie była obca zwykłym mieszkańcom Sandomierza. Szachy zostały wykonane ręcznie i dosyć niedbale, ozdobione są nacięciami i „oczkami” wykonanymi cyrklem a ich wysokość nie przekracza 2,5 cm. Na pierwszy rzut oka jeden zestaw wydaje się dużo częściej używany od drugiego o czym zdają się świadczyć częściowo zatarte zdobienia. Naukowcy jednak przychylają się do zdania, że wytarcia na jednym z kompletów dokonane zostały celowo, dla odróżnienia „czarnych” od „białych”, co było konieczne wobec jednakowej barwy i zbliżonej wielkości figurek.
Legenda mówi, że znajomość gry w szachy do Sandomierza przywiózł z wyprawy krzyżowej książę Henryk Sandomierski, nie można też wykluczyć, że szachy sprowadzili dominikanie, których siedziba znajdowała się na wzgórzu Świętego Jakuba. Gra była tak popularna wśród duchowieństwa (szczególnie francuskiego), że biskupi musieli jej zabraniać, gdyż bracia zbyt wiele czasu spędzali nad szachownicami zamiast na modlitwie. Obecnie szachy znane są na całym świecie. Nieco egzotyczny egzemplarz tej gry, przywieziony z Kamerunu, możemy zobaczyć w Muzeum Misyjnym na Świętym Krzyżu. Podobno przywódcy dwóch wrogich plemion afrykańskich, za namową zakonników, zamiast toczyć wojnę rozegrali nimi partię a jej wynik był równoważny wygranej bitwie i honorowany przez obie strony.

Na zdjęciu powyżej moje prywatne szachy - doszłam do wniosku, że pora odświeżyć umiejętności ;)

niedziela, 8 września 2013

Warsztaty w Sandomierzu






Właśnie zakończyły się warsztaty fotograficzne w Sandomierzu organizowane przez Digital foto Video  pod czujnym, merytorycznym okiem Ewy i Piotra.

To były intensywne trzy dni, które pozostaną w mojej pamięci ze względu na niesamowitą atmosferę i przemiłych "warsztatowiczów".

Wiele rzeczy zapamiętam na długo, między innymi wspinaczkę  na wieżę w kościele w Koprzywnicy po pionowych metalowych drabinkach (przy moim lęku wysokości!) i skakanie po ścianach wąwozu królowej Jadwigi.

Oprócz Koprzywnicy (gdzie tak długo buszowaliśmy po wszystkich zakamarkach - ukłony dla pana Jana i serdeczne podziękowania dla księdza proboszcza) - fotografowaliśmy zamek Krzyżtopór - który mimo zmian (brrr ... te okna!) nadal jest kopalnią kadrów. W Sandomierzu zaś weszliśmy do kościoła św. Michała przy seminarium duchownym (dziękuję za miłe przyjęcie i podziękowania dla księdza dyrektora), fotografowaliśmy trasę podziemną a Piotr błyskał nam kolorowymi światłami (gdzie weszliśmy przed otwarciem dla ruchu turystycznego - ukłony dla pani Marzeny), wąwóz królowej Jadwigi,  no i oczywiście stare miasto. Zajechaliśmy nawet na Pieprzówki.
Potem dyskusje o zdjęciach i technice fotograficznej przy odrobinie aroniówki.

lekko psychodeliczny Krzyżtopór:

Koprzywnicki kapitularz:
Podziemna trasa w Sandomierzu:

Kościół św. Michała:

 Ratusz pod gwiazdami


Drużyna :)