Przejdź do głównej zawartości

Sandomierskie szachy





Szachy. Znana od wieków królewska rozrywka, która wymaga analitycznego myślenia, mistrzowskiej taktyki i umiejętności przewidywania reakcji przeciwnika zawsze o kilka ruchów naprzód. Ich historia jest niemal równie długa jak historia cywilizacji. Niektórzy badacze przypuszczają bowiem, że terakotowe figurki odnalezione na terenach dawnej Mezopotamii (datowane na 6000 lat p.n.e.) używane były jako figury szachowe.
Bliskie współczesnym zasady tej gry zostały opracowane w V wieku n.e. w Indiach – gdzie nosiła ona nazwę czaturanga. Podarowana przez indyjskiego radżę szachowi Persji przekształciła się w grę zwaną czatrang. Po opanowaniu Persji przez Arabów w VII wieku grę zaczęto nazywać szantradżem a jej reguły uległy niewielkim zmianom. Dzięki arabskim entuzjastom gra wzbogaciła sie o nowe sposoby rozgrywania partii. Do Europy szachy trafiły VIII – IX wieku najpierw do Hiszpanii, potem do Włoch i Francji. Do Rosji szachy przywędrowały bezpośrednio ze wschodu w IX wieku. Na tereny polskie szachy przybyły prawdopodobnie jednocześnie z kilku kierunków: ze Skandynawii, z Rusi Kijowskiej lub przez Czechy z Europy Zachodniej.
W roku 1962 Eligia i Jerzy Gąssowscy znaleźli w Sandomierzu, w czasie prac badawczych na Wzgórzu Świętojakubskim, figury szachowe z XII wieku. Nie były to pojedyncze figury jakie dotąd znajdowano (głównie na pomorzu) ale pełen zestaw dla jednego gracza i drugi, prawie kompletny (brakuje trzech pionów), dla drugiego gracza.
Badania przeprowadzone przez panią Eligię Gąssowską wykazują, że szachy te są wyrobem lokalnym wykonanym na wzór arabski. Koran zabrania wszelkich przedstawień figuralnych więc, na potrzeby szachów stworzono nowe kształty będące kombinacją kuli oraz walca i takie są też szachy sandomierskie. O ile jednak forma figur ma charakter arabski o tyle tworzywo (róg jelenia) i użyte ornamenty świadczą o miejscowym pochodzeniu. Ślady użytkowania figur oraz fakt, że zostały znalezione w niczym nie wyróżniającej się półziemiance pozwalają przypuszczać, że gra w szachy nie była obca zwykłym mieszkańcom Sandomierza. Szachy zostały wykonane ręcznie i dosyć niedbale, ozdobione są nacięciami i „oczkami” wykonanymi cyrklem a ich wysokość nie przekracza 2,5 cm. Na pierwszy rzut oka jeden zestaw wydaje się dużo częściej używany od drugiego o czym zdają się świadczyć częściowo zatarte zdobienia. Naukowcy jednak przychylają się do zdania, że wytarcia na jednym z kompletów dokonane zostały celowo, dla odróżnienia „czarnych” od „białych”, co było konieczne wobec jednakowej barwy i zbliżonej wielkości figurek.
Legenda mówi, że znajomość gry w szachy do Sandomierza przywiózł z wyprawy krzyżowej książę Henryk Sandomierski, nie można też wykluczyć, że szachy sprowadzili dominikanie, których siedziba znajdowała się na wzgórzu Świętego Jakuba. Gra była tak popularna wśród duchowieństwa (szczególnie francuskiego), że biskupi musieli jej zabraniać, gdyż bracia zbyt wiele czasu spędzali nad szachownicami zamiast na modlitwie. Obecnie szachy znane są na całym świecie. Nieco egzotyczny egzemplarz tej gry, przywieziony z Kamerunu, możemy zobaczyć w Muzeum Misyjnym na Świętym Krzyżu. Podobno przywódcy dwóch wrogich plemion afrykańskich, za namową zakonników, zamiast toczyć wojnę rozegrali nimi partię a jej wynik był równoważny wygranej bitwie i honorowany przez obie strony.

Na zdjęciu powyżej moje prywatne szachy - doszłam do wniosku, że pora odświeżyć umiejętności ;)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czarny poniedziałek

W dniu dzisiejszym w Starachowicach podobnie jak i w całej Polsce odbył się protest kobiet.
Oto kilka ujęć.







Jeszcze jeden wschód ...

...niby jeden z wielu ale jednak bardzo szczególny - bo dziecko chciało wstać o trzeciej nad ranem by pojechać i zobaczyć wschód słońca latem. Byłyśmy w Wąchocku. Takich chmur to jeszcze na zdjęciach nie miałam. Fotografowałam mało z wiadomych względów i z wiadomych względów nie brałam statywu ;) To jeden z najfajniejszych  moich wschodów!





Mała pozdrawia wszystkich śpiochów ;)

Świętokrzyskie świętojańskie

W tym roku, jak co roku, grupa maniaków fotograficznych razem z Ewą i Piotrem, najechała teren Świętokrzyskiego. Było gorąco, bardzo gorąco i jeszcze goręcej.
Były i piękne pola i stary klasztor i stare samochody ... a także sporo rozmów o fotografii - to jest najfajniejsze.

Pierwszy dzień zaczęliśmy od fotografowania klasztoru ojców cystersów w Wąchocku - kopalnia kadrów i jak przyjemna atmosfera a i klimat bardziej zdatny do życia niż poza murami (10stopni różnicy temperatury!)

Na zachód słońca polowaliśmy na malowniczych, pofalowanych polach tuż za progiem gospodarstwa gdzie spaliśmy.


Wschód to było wyzwanie ... trzeba było wstawać po około trzech godzinach snu bo wyjazd był o trzeciej rano i jechaliśmy na Łysą Górę.



Następnie pojechaliśmy na Wielki Piec w Starachowicach. Tam oprócz stałej, niezwykle fotograficznej ekspozycji, mogliśmy fotografować zlot starych samochodów. Po obiedzie - zabytkowa chałupa Czernikiewiczów w Bodzentynie, a zachód - znowu na polach - tylko kawałek dale…