Nota prawna

Wszelkie treści zamieszczone na blogu (zarówno teksty, jak i zdjęcia) podlegają ochronie prawnej na podstawie przepisów ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (tekst jednolity z 2006 r., Dz.U. nr 90, poz. 631 z późn. zm.). Bez zgody autora zabronione jest m.in. powielanie treści, ich kopiowanie, przedruk, przechowywanie i przetwarzanie z zastosowaniem jakichkolwiek środków elektronicznych, zarówno w całości, jak i w części.

Zabronione jest dalsze rozpowszechnianie, o którym mowa w art. 25 ust. 1 pkt b ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Nie oddaję zdjęć za za darmo.

poniedziałek, 27 lutego 2012

Góra Witosławska


Czytając przewodniki turystyczne można odnieść wrażenie, że Świętokrzyskie to jedynie Łysiec (Święty Krzyż), Łysica i Sandomierz (obowiązkowe punkty wszystkich wycieczek). Autorzy tych przewodników zapominają o innych ciekawych (może trochę mniej imponujących) miejscach. O jednym z takich miejsc chciałabym teraz opowiedzieć – jest nim góra Witosławska, jeden ze szczytów Pasma Jeleniowskiego.
Będąc na Łyścu spójrzcie na Pasmo Jeleniowskie – zauważycie górę, która wygląda tak jakby dała krok naprzód po komendzie “baczność” - to właśnie jest Góra Witosławska. Weźcie w dłoń mapę i odszukajcie na niej Górę Dobrzeszowską, Grodową koło Tumlina, Łysiec, Widełki – Zamczysko i Górę Witosławską. Każdą z nich dzieli od najbliższej mniej więcej ta sama odległość. Na każdej znajdowało się kultowe centrum pogańskie. Czy to nie zastanawiające? Takiej koncentracji pogańskich świątyń i świętych gajów nie spotkacie nigdzie indziej w Polsce.
Według legend usunięci z Łyśca wyznawcy słowiańskich bóstw przenieśli się na Górę Witosławską, gdzie znajdował się święty gaj. Jeszcze w XVI wieku benedyktyni ze świętego Krzyża skarżyli się na gorszące ich praktyki pogańskie, które odbywały się wokół wierzchołka góry, a budowniczowie najstarszej części znajdujacej się tam kapliczki znaleźli w XVIII wieku “okryty węgłami posąg pogańskiego bożyszcza”
Na szczycie Góry Witosławskiej jest kaplica, którą fundował według jednych w ramach pokuty Wacław Jazłowiecki herbu Abdank – siłacz, awanturnik, okrutnik i rozpustnik. Inni twierdzą – i do tego wyjaśnienia i ja się skłaniam – że wybudowali ją benedyktyni świętokrzyscy, którzy od wieków walczyli z szerzącym się wokół góry pogaństwem. W kaplicy znajdziecie kopię słynącego cudami obrazu Matki Boskiej, z którym to obrazem związana jest dosyć ciekawa historia. Okolica ta słynęła od zawsze z “cudotwórców”. Najgłośniej mówiono o Antonim Jancewiczu, który sprowadził do kapliczki obraz w 1708 roku i ogłosił że czyni on cuda. Czas był ku temu jak najbardziej sprzyjający ponieważ okolicę nawiedzała zaraza, która dziesiątkowała okoliczną ludność. Jancewicz wykorzystał przerażenie i strach prostego ludu – chodził od wsi do wsi i “czynił cuda”: do wydrążonego kija wlewał jajko i zalepiał koniec masłem, obiecywał że cudownie napełni patelnię jajecznicą. Wodził kijem po gorącej patelni aż masło się roztopiło a jajko wypłynęło. Kościół był bardzo zmartwiony odprawianymi przez niego egzorcyzmami, próbami leczenia w prowadzonej przez Jancewicza lecznicy oraz majątkiem, który w wyniku tych praktyk zgromadził. Jancewicz dorobił się służby i obronnego dworu dzieki którym nie tylko odparł kilka ataków na siebie ale i sam najeżdżał okoliczne dwory. W końcu został jednak ujęty i zmarł na Jasnej Górze. Ówczesne dokumenty szacują, że uśmiercił (dzięki “uzdrawiającym cudom”) około 200 osób. Ciała zakopywano potajemnie w lesie by nie obniżać reputacji lecznicy.
Obszar Gór Świętokrzyskich otacza “żelazny pierścień” tzn. skały z dużą zawartością żelaza. Występują w nich również głębokie uskoki, wzdłuż których kilkakrotnie wędrowały zastygające, bazaltowe oraz silnie zmineralizowane roztwory pomagmowe. Zostawiły one po sobie liczne złoża pirytu, galeny i rud miedzi. Właśnie do tych miejsc ludzie ściągają od najdawniejszych czasów aby się leczyć, utwierdzać w swych przekonaniach, nabierać odwagi i sił, koić ból i obawy, wygłuszać niebezpieczne emocje, znajdować natchnienie twórcze, a w czasach przedchrześcijańskich także po to, aby dawać życie nowym pokoleniom ludzi zdrowych, prawych, odważnych, pracowitych, wrażliwych i utalentowanych. Podwyższona koncentracja metali wywołuje lokalną anomalię pola magnetycznego, co z kolei wywiera wpływ na obieg bioprądów, a poprzez to na funkcjonowanie człowieka. Może więc powinniśmy skorzystać z doświadczeń i wiedzy naszych przodków i udawać się tam częściej by nasz przyrost naturalny wreszcie poszedł w górę :).
Przez Górę Witosławską niestety nie prowadzi żaden szlak turystyczny, Jednak dotarcie na szczyt z mapą i kompasem nie powinno sprawić kłopotów. Zawsze można też zabrać ze sobą przewodnika świętokrzyskiego, który z pewnością nie zabłądzi a zna wiele ciekawych opowieści o tym miejscu.

wtorek, 21 lutego 2012

wietrzne Radkowice

Kilka ujęć z czesanych wiatrem Radkowic.

1.(podmieniłam bo na poprzedniej wersji jakiej artefakty się wdały wokół pnia)


2.

3.

4. Drewniany kościół z 1621 roku.

brr.... zimn było!! Cztery rozgrzewacze zużyłam! Czasy naświetlania od 30 do 40 sekund.

poniedziałek, 20 lutego 2012

wtorek, 14 lutego 2012

Potęga RAW'a

 Dlaczego warto robić zdjęcia w RAWach? Bo z jednej foty możesz mieć trzy i to zupełnie różne w charakterze :)
Poniższe foty zostały wywołane z tego samego RAWa . Pierwsze na ustawieniach domyślnych, drugie ma skorygowany balans bieli i zdjęcie zielonego krzywymi a przy trzecim bawiłam sie kontrastem lokalnym by spotęgować mgłę. A Wy - które najbardziej lubicie? :)

1.

2. 

3.

Na początku  RAW może się wydawać czarną magią ale naprawdę warto mieć dostęp do czystych danych z matrycy zamiast do danych przetworzonych według widzimisię programu aparatu, zwłaszcza, że nie trzeba kupować drogich programów do zabawy z nimi - mi wystarcza darmowy UFraw :)
pozdrawiam - niech RAW bedzie z Wami :)

środa, 8 lutego 2012

krótko o pradziejach regionu...

 nad Kamienną

Ta historia rozpoczyna się naprawdę bardzo dawno temu, tuż przedtem nim nadeszło ostatnie zlodowacenie. Właśnie wtedy, w ostatnim okresie międzylodowcowym,  na ziemiach świętokrzyskich pojawił się po raz pierwszy człowiek. Jego najstarsze odkryte ślady, znaleźliśmy w Jaskini Raj i kamieniołomie Lipnik koło Ostrowca Świętokrzyskiego. Ślady te liczą sobie ok 60-50 tysięcy lat.
    Na naszym terenie miała miejsce  niezbyt często spotykana rzecz. Rolnictwo i związane z nim formy osadnictwa człowieka zostały wyprzedzone przez inne formy gospodarcze oparte na eksploatacji bogactw tej krainy a także na prymitywnych sposobach ich przetwarzania. I tak, między jedenastym a czwartym tysiącleciem przed naszą erą istniała w okolicach dzisiejszego Skarżyska najstarsza znana kopalnia odkrywkowa hematytu. Miejsce to zostało nazwane przez archeologów Rydno. Nie jest to jedno stanowisko ani nawet osada. Profesor Romuald Schild twierdzi, że to setki osad skupionych wokół kopalni ochry, to znaczy ziaren hematytu. Barwnik ten był używany w celach kultowych (podobno nawet neandertańczycy posypywali ciała zmarłych ochrą) a także do garbowania skór. Na obszarze, który ma kilka kilometrów kwadratowych do tej pory odkryto 400 obozowisk z epoki kamienia. Nie tylko w Europie ale nigdzie na świecie nie ma takiej koncentracji obozowisk z tego okresu. Można pokusić się o stwierdzenie, że była to „stolica” ówczesnej Europy. Należy ubolewać, że zabytek tej klasy był i nadal jest niszczony: dawniej przez eksploatację piasku a obecnie nawet zasypywany śmieciami z pobliskiego wysypiska.
    Nie mogę co prawda powiedzieć, że to „scyzoryk” ze świętokrzyskiego wynalazł koło, ale mogę za to powiedzieć że to u nas, w Bronocicach koło Działoszyc, odkryto najstarsze odwzorowanie koła. (Tak wiem, pisałam - ale o tym zawsze warto przypomnieć!) Na wykopanej tam przez archeologów wazie znajduje się wizerunek wozu czterokołowego, datowany  (badanie stopnia rozkładu węgla C14 przeprowadzone w Holandii) na 3500 lat przed naszą erą. Sprawia to, że jest najstarszym odkrytym wizerunkiem koła na świecie. Jest starszy o 200 – 300 lat od wizerunków z Uruk Eanna (Irak) i z Flintbek (Niemcy). Szkoda tylko, że tak trudno znaleźć na ten temat informacje w języku polskim. Większość publikacji jest w języku angielskim.
    Następne ślady działalności wydobywczej człowieka znajdujemy w Krzemionkach koło Ostrowca Świętokrzyskiego. Pięć tysięcy lat temu, wydobywano tam krzemień, który służył głównie do wyrobu toporów. Wyroby z krzemienia tam  wydobytego można rozpoznać bezbłędnie, tak jakby zostały oznaczone znakiem „made in Krzemionki”. Tylko w okolicy Ostrowca wydobywa się krzemień pasiasty  (czekoladowo – biały). Wyroby rozchodziły się szeroko po całej Europie. Jeżeli gdzieś, w jakimś muzeum znajdziemy wyroby z krzemienia pasiastego możemy się założyć, że krzemień ten został wydobyty u nas – w Świętokrzyskim.
    Mało kto zdaje sobie sprawę, że ziemie polskie zamieszkiwali Celtowie. Jeszcze mniej osób wie, że ślady ich wspaniałej cywilizacji można znaleźć zaledwie kilkadziesiąt kilometrów na południe od Kielc, nad Nidą. Trudno określić precyzyjnie kiedy dokładnie Celtowie przybyli na Ponidzie ale stało to się z pewnością przed połową III wieku p.n.e. Obszar ten był w tym czasie stosunkowo mało zaludniony. Miejscowa ludność albo poddana została eksterminacji albo szybko się przystosowała. Celtowie zakładali szereg niedużych, osad rodowych obok których funkcjonowały nieliczne, większe ośrodki pełniące role lokalnych centrów rzemieślniczo – handlowych. Do takich osad należały ponidziańskie Pełczyska, które swoją pozycje zawdzięczały usytuowaniu na Szlaku Bursztynowym.
    Okres wpływów rzymskich to kolejny czas prosperity nad Kamienną kiedy to powstał i działał tu ogromny ośrodek produkcji żelaza. Od I w. do połowy III w. W Górach Świętokrzyskich powstawały tysiące pieców dymarskich, w których uzyskiwano żelazo z łatwo dostępnych rud. Prawdopodobnie w ciągu wieków wyprodukowano tutaj łącznie około 8 tysięcy ton żelaza. Wzdłuż rzeki Kamiennej przebiegało jedno z odgałęzień szlaku handlowego łączącego prowincje rzymskie nad Dunajem ze środkowa Polską. Osadami, które swoją historię rozpoczynają w okresie rzymskim są Kielce i Świętomarz (Tarczek).
    W okresie plemiennym (VII-X w.) na wschodzie obecnego województwa świętokrzyskiego dominowali  Lędzianie, a na zachodzie Wiślanie. Osadnictwo skupiało się wokół centralnych osad – grodów otoczonych wałami. W sąsiedztwie grodów powstawały otwarte podgrodzia, osady wiejskie oraz cmentarzyska. Ludność zajmowała się głównie rolnictwem. Z tego okresu pochodzi największe w Polsce grodzisko koło wsi Stradów. Stradów mógł być jedną ze stolic Wiślan. Grodem znaczniejszym od Wislicy, której nazwa miała prawdopodobnie jedynie podkreślać panowanie Wiślan na tych terenach gdyż Wiślica znajdowała się na granicy państwa Wiślan, Stradów zaś znacznie bliżej centrum.
    Z okresem plemiennym wiążą się też znane nam obecnie pogańskie miejsca święte takie jak Łysiec, Widełki – Zamczysko, Góra Grodowa koło Tumlina, Witosławska czy Dobrzeszowska. Co ciekawsze na terenie świętokrzyskiego występują liczne anomalie magnetyczne spowodowane sąsiedztwem rud metali bogatych w żelazo. Mapa anomalii pokrywa się niemal idealnie z mapą miejsc świętych. Największa zmierzona przeze mnie anomalia występuje na Górze Witosławskiej i wynosi około 11 stopni odchylenia igły kompasu od kierunku północy magnetycznej. Miejsca te powoli popadają w zapomnienie a szkoda, niezwykłe jest tak duże ich nagromadzenie na tak małym obszarze.
    Wszyscy znamy datę 966 – kiedy to Mieszko przyjął chrzest. Prawdopodobnie jednak Świętopełk Wielkomorawski podjął 100 lat wcześniej – w 880 roku – próbę chrystianizacji Polski. Jak czytamy w Żywocie Metodego:  „Książę pogański, silny bardzo, siedzący na Wiśle, urągał wiele chrześcijanom i krzywdy im wyrządzał. Posławszy zaś do niego (kazał mu) powiedzieć (Metody): Dobrze (będzie) dla ciebie, synu, ochrzcić się z własnej woli na swojej ziemi; abyś nie był przymusem ochrzczony w niewoli na ziemi cudzej; i będziesz mnie wspominał. Tak się też stało". Jednak dopiero po przyjęciu chrztu przez Mieszka religia ta na trwałe zagościła w tym kraju.
    Sądzę, że naprawdę mamy być z czego dumni. Historia naszego regionu obfituje w naprawdę niezwykłe obiekty archeologiczne. Dziwić może niechęć lokalnych władz do chwalenia się nimi. Sądzę, że mogłyby one stać się jednym z magnesów przyciągających turystów w te rejony. Tylko niektóre miejsca – np. Krzemionki Opatowskie przyciągają turystów. Jednak nawet i one nie są dobrze znane nawet w kraju. Mam  wielu znajomych m.in.: na Śląsku, ale prawie nikt z nich nie słyszał o Krzemionkach.
góra Dobrzeszowska

niedziela, 5 lutego 2012

Zalew w Suchedniowie

W związku z tym, że na majowych warsztatach dfv w świętokrzyskim zamierzam wyciągnąć chętnych na świtaniec nad zalewem w Suchedniowie wrzucam kilka fot z dawnych wypraw nad ten zalew.

1.

2.

3.

4.

5.

5.
6.


Miejsce fotograficznie bardzo ciekawe zwłaszcza o odpowiedniej porze dnia.