Przejdź do głównej zawartości

Zbój, pająki i zaklinowany biust.

 

Jaskinia Zbójecka w Łagowie. Najłatwiej chyba dostępna jaskinia w naszym regionie. Najdawniej znana. Wielu z nas o niej słyszało. Wielu w niej było. Wydawało mi się że niczym mnie już nie zaskoczy, dopóki pewnego pięknego, czerwcowego dnia nie wybrałam się by bliżej ją poznać.
Jaskinia wzięła swoja nazwę od zamieszkującego ją legendarnego zbója Madeja - mordercy własnego ojca, który matkę zachował przy życiu, tylko po to by mu gotowała jedzenie. Nikogo nie oszczędził. Kogokolwiek dostał w swoje ręce, bez litości zabijał. Matka, podeszła w latach niewiasta, starała sie chować przed synem zabłąkanych podróżnych, ale Madej miał węch tak doskonały, że wracając do jaskini, zawsze zwietrzył ludzkie mięso. Pewnego dnia dowiedział się od młodzieńca wracajacego z piekła, gdzie ten odebrał Luceferowi podpisany przez ojca cyrograf, jakie męki czekają go po śmierci. Przestraszony perspektywą wymyślnych tortur na przygotowanym specjalnie dla niego łożu porzucił krwawe rzemiosło a jego maczuga wetknięta w ziemię wyrosła na piękną jabłoń.
Wejście do madejowej jaskini znajduje się w wąwozie Dule, jest spore i widoczne z daleka. Jaskinia liczy sobie około 160 metrów długości. Korytarz wejściowy jest długi i przestronny. Kończy się tzw. Dużą Salą i wąskim przejściem z lewej strony prowadzącym do dalszych rejonów jaskini. Kilkumetrowy niski kanał łączy Dużą Salę ze studnią o głębokości 5 metrów. Nad studnią przejściami w stropie kanału można dość do Sali Naciekowej gdzie czas i woda wyrzeźbiły piękne “pola ryżowe”, stalaktyty, stalagmity i nieduże kolumny. Znaleziono w niej kości dzika i równowieczną im ceramikę z XI lub XII wieku. Idąc dalej dojdziemy do Małej Sali, Kominka Naciekowego, Dolnej Sali i siedemnastometrowego Kanionu.
Gdy moje oczy przyzwyczaiły się już do ciemności panujących w jaskini z zaskoczeniem zauważyłam coś, czego nie dostrzegłam wchodząc do niej. W szczelinach stropu na cieńkich niciach wisiało kilkanaście, budzących respekt swoją wielkością pająków. Odwłok miały wielkości paznokcia męskiego kciuka – tak około półtora centymetra. Razem z odnóżami wielkość ich sięgała 5 centymetrów. Były przepiękne, czarno – bursztynowe, z czarnymi włoskami na odnóżach. Zachwycona ich urodą i w pełni nieświadoma zagrożenia robiłam im zdjęcia. Dopiero później dowiedziałam się że te piękności nazywają się meta menardi i uchodzą za najbardziej jadowite pająki w Polsce. Pojedyńcze ukąszenie może spowodować u człowieka omdlenie a swędzenie i martwica w miejscu ukąszenia mogą długo się utrzymywać. Pająki wiszą u stropu i trzymając w przednich odnóżach nici sygnałowe czekają by coś potrąciło ich sieć. Wtedy spuszczają sie błyskawicznie i atakują. Przy odrobinie szczęścia zobaczymy też zawieszone u stropu kokony, osiągające około 20 mm średnicy. Z nich wylegną się małe pajączki, które mają większą od starych tolerancję na światło i dzieki temu mogą wyjść na zewnątrz i zajmować nowe tereny. Starsze, duże egzemplarze przebywają stale wewnątrz jaskini.
Oprócz meta menardi w Jaskini Zbójeckiej można spotkać trzy gatunki nietoperzy (nocka rudego, dużego oraz podkowca małego), chrząszcza – cholera agilis i owada bezskrzydłowego – arrohopalites pymagens oraz pająka – porrohomma ergia. Jaskinia jest jedynym w regionie stanowiskiem występowania organizmów żyjących wyłącznie w jaskiniach (troglobiontów). Znaleźć tu można także troglofile (gatunki preferujace jaskinie jako miejsce pobytu) oraz liczne troglokseny (organizmy spedzające część życia w jaskini).
Niestety sama jaskinia jest zdewastowana, zwłaszcza przy wejściu oraz w łatwodostępnej Dużej Sali. Na ścianach widoczne są napisy, na dnie – śmieci oraz ślady palenia ognisk. Ale jest szansa na poprawę tego stanu. Gmina planuje (od trzech lat) wybudowanie drogi dojazdowej do jaskini, parkingu i zatrudnienie dozorcy. Widać też, że legenda o Madeju jest ciągle żywa w okolicy gdyż przewodniczący Rady Gminy w Łagowie otwiera każdą sesję Rady maczugą.
Na koniec drobna przestroga dla pań, które postanowiły spenetrować jaskinię. Znajomy opowiedział, że kilkanaście lat temu postanowił razem z przyjacielem dokładnie poznać mieszkanie Madeja. Zeszli przez ciasne przejście nazywane fachowo zaciskiem do trudniej dostepnych rejonów jaskini. Gdy penetrowali jeden z bocznych korytarzy gdzieś nad sobą usłyszeli hałas a potem krzyk kobiecy: “Zaklinowałam się! Cycki mi utknęły! Wiszę na cyckach”. Okazało się, że do jaskini wchodziły właśnie cztery kolejne osoby a jedna z nich zablokowała jedyną drogę na zewnątrz. Świadomość tak nagłego odcięcia od świata zewnętrznego wywołała u naszych grotołazów atak duszności a z przejęcia zrobiło im się gorąco. Po kilku chwilach, które wydawały im się wiecznością, dowiedzieli się z kolejnych zdań napływających z góry, że otwór, po rozpięciu stanika, udało sie wreszcie odblokować. Znajomy z kolegą postanowili nie czekać na kolejne przygody i czym prędzej, niezauważeni przez czwórkę młodych ludzi, wyszli na zewnątrz jaskini. Po wszystkim usłyszałam od nich bezcenną radę: mierz biust na zaciski jaskiniowe, a do jaskiń – tylko bez stanika!

Komentarze

  1. Ciekawa historia z tym zbójem Madejem. Kiedyś oglądałem rewelacyjną komedię w Teatrze TV - "Igraszki z Diabłem" -> tam chyba coś było o tym zbóju i Madejowym Łożu. :-)
    O takich pająkach nie słyszałem i nie wiem czy dobrze, że przeczytałem o nich. ;-)
    Historia z biustem -> :-))

    OdpowiedzUsuń
  2. nazwa polska tej pajęczej ślicznoty to sieciarz jaskiniowy.
    Igraszki z diabłem - stary teatr telewizji w świetnej obsadzie (przynajmniej ja tę wersje oglądałam).

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten Madej to w każdej jaskini w Polsce mieszkał. Ba nie tylko w jaskiniach ale i kopalniach.
    :P

    OdpowiedzUsuń
  4. żył z rozmachem a nie gnieździł sie w jednym M3 ;P

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czarny poniedziałek

W dniu dzisiejszym w Starachowicach podobnie jak i w całej Polsce odbył się protest kobiet.
Oto kilka ujęć.







Radkowice po raz nie wiem który :)

Bardzo lubię to miejsce - klimatyczny drewniany kościółek położony w urokliwym miejscu. Wielkanocny wieczór spędziłam marznąc, fotografując go ponownie :)




Jeszcze jeden wschód ...

...niby jeden z wielu ale jednak bardzo szczególny - bo dziecko chciało wstać o trzeciej nad ranem by pojechać i zobaczyć wschód słońca latem. Byłyśmy w Wąchocku. Takich chmur to jeszcze na zdjęciach nie miałam. Fotografowałam mało z wiadomych względów i z wiadomych względów nie brałam statywu ;) To jeden z najfajniejszych  moich wschodów!





Mała pozdrawia wszystkich śpiochów ;)