Przejdź do głównej zawartości

Góra Witosławska


Czytając przewodniki turystyczne można odnieść wrażenie, że Świętokrzyskie to jedynie Łysiec (Święty Krzyż), Łysica i Sandomierz (obowiązkowe punkty wszystkich wycieczek). Autorzy tych przewodników zapominają o innych ciekawych (może trochę mniej imponujących) miejscach. O jednym z takich miejsc chciałabym teraz opowiedzieć – jest nim góra Witosławska, jeden ze szczytów Pasma Jeleniowskiego.
Będąc na Łyścu spójrzcie na Pasmo Jeleniowskie – zauważycie górę, która wygląda tak jakby dała krok naprzód po komendzie “baczność” - to właśnie jest Góra Witosławska. Weźcie w dłoń mapę i odszukajcie na niej Górę Dobrzeszowską, Grodową koło Tumlina, Łysiec, Widełki – Zamczysko i Górę Witosławską. Każdą z nich dzieli od najbliższej mniej więcej ta sama odległość. Na każdej znajdowało się kultowe centrum pogańskie. Czy to nie zastanawiające? Takiej koncentracji pogańskich świątyń i świętych gajów nie spotkacie nigdzie indziej w Polsce.
Według legend usunięci z Łyśca wyznawcy słowiańskich bóstw przenieśli się na Górę Witosławską, gdzie znajdował się święty gaj. Jeszcze w XVI wieku benedyktyni ze świętego Krzyża skarżyli się na gorszące ich praktyki pogańskie, które odbywały się wokół wierzchołka góry, a budowniczowie najstarszej części znajdujacej się tam kapliczki znaleźli w XVIII wieku “okryty węgłami posąg pogańskiego bożyszcza”
Na szczycie Góry Witosławskiej jest kaplica, którą fundował według jednych w ramach pokuty Wacław Jazłowiecki herbu Abdank – siłacz, awanturnik, okrutnik i rozpustnik. Inni twierdzą – i do tego wyjaśnienia i ja się skłaniam – że wybudowali ją benedyktyni świętokrzyscy, którzy od wieków walczyli z szerzącym się wokół góry pogaństwem. W kaplicy znajdziecie kopię słynącego cudami obrazu Matki Boskiej, z którym to obrazem związana jest dosyć ciekawa historia. Okolica ta słynęła od zawsze z “cudotwórców”. Najgłośniej mówiono o Antonim Jancewiczu, który sprowadził do kapliczki obraz w 1708 roku i ogłosił że czyni on cuda. Czas był ku temu jak najbardziej sprzyjający ponieważ okolicę nawiedzała zaraza, która dziesiątkowała okoliczną ludność. Jancewicz wykorzystał przerażenie i strach prostego ludu – chodził od wsi do wsi i “czynił cuda”: do wydrążonego kija wlewał jajko i zalepiał koniec masłem, obiecywał że cudownie napełni patelnię jajecznicą. Wodził kijem po gorącej patelni aż masło się roztopiło a jajko wypłynęło. Kościół był bardzo zmartwiony odprawianymi przez niego egzorcyzmami, próbami leczenia w prowadzonej przez Jancewicza lecznicy oraz majątkiem, który w wyniku tych praktyk zgromadził. Jancewicz dorobił się służby i obronnego dworu dzieki którym nie tylko odparł kilka ataków na siebie ale i sam najeżdżał okoliczne dwory. W końcu został jednak ujęty i zmarł na Jasnej Górze. Ówczesne dokumenty szacują, że uśmiercił (dzięki “uzdrawiającym cudom”) około 200 osób. Ciała zakopywano potajemnie w lesie by nie obniżać reputacji lecznicy.
Obszar Gór Świętokrzyskich otacza “żelazny pierścień” tzn. skały z dużą zawartością żelaza. Występują w nich również głębokie uskoki, wzdłuż których kilkakrotnie wędrowały zastygające, bazaltowe oraz silnie zmineralizowane roztwory pomagmowe. Zostawiły one po sobie liczne złoża pirytu, galeny i rud miedzi. Właśnie do tych miejsc ludzie ściągają od najdawniejszych czasów aby się leczyć, utwierdzać w swych przekonaniach, nabierać odwagi i sił, koić ból i obawy, wygłuszać niebezpieczne emocje, znajdować natchnienie twórcze, a w czasach przedchrześcijańskich także po to, aby dawać życie nowym pokoleniom ludzi zdrowych, prawych, odważnych, pracowitych, wrażliwych i utalentowanych. Podwyższona koncentracja metali wywołuje lokalną anomalię pola magnetycznego, co z kolei wywiera wpływ na obieg bioprądów, a poprzez to na funkcjonowanie człowieka. Może więc powinniśmy skorzystać z doświadczeń i wiedzy naszych przodków i udawać się tam częściej by nasz przyrost naturalny wreszcie poszedł w górę :).
Przez Górę Witosławską niestety nie prowadzi żaden szlak turystyczny, Jednak dotarcie na szczyt z mapą i kompasem nie powinno sprawić kłopotów. Zawsze można też zabrać ze sobą przewodnika świętokrzyskiego, który z pewnością nie zabłądzi a zna wiele ciekawych opowieści o tym miejscu.

Komentarze

  1. niesamowite miejsce!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy wydanie książkowe Twoich świętokrzyskich opowieści? :) Chociażby w zachwalanym przez Piotra crowdfundingu?

    OdpowiedzUsuń
  3. he he he :)) obawiam się, że z chętnymi byłby problem :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Też uwielbiem te pogańskie zakątki na naszych ziemiach. W tym roku musze odnaleźć lokalizację świętego gaju w rezerwacie "Zamczysko". Myślałem że to na górze o tej nazwie ale to gdzieś blisko Makoszyna.
    A ja zapraszam na naszego bloga z naszymi włóczęgami: http://rajdcommandokielce.blogspot.com/
    A to mój autorski portalik www.tomasso.freehost.pl

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. witam.
    Bardzo ciekawe miejsce i jego historia też bardzo interesująca. :-)
    Ale dlaczego tylko jedno zdjęcie. :-(
    W moich okolicach najbardziej przypominającym klimatem Twoje tereny świętokrzyskie jest Masyw Ślęży. Co prawda kapliczek tam nie ma, ale historii związanych z obrzędami pogańskimi i kultowych rzeźb jest pod dostatkiem. :-)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam opowieści o Slęży, znam ;-))

      A tylko jedno zdjęcie by nie zanudzać :-))

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czarny poniedziałek

W dniu dzisiejszym w Starachowicach podobnie jak i w całej Polsce odbył się protest kobiet.
Oto kilka ujęć.







Jeszcze jeden wschód ...

...niby jeden z wielu ale jednak bardzo szczególny - bo dziecko chciało wstać o trzeciej nad ranem by pojechać i zobaczyć wschód słońca latem. Byłyśmy w Wąchocku. Takich chmur to jeszcze na zdjęciach nie miałam. Fotografowałam mało z wiadomych względów i z wiadomych względów nie brałam statywu ;) To jeden z najfajniejszych  moich wschodów!





Mała pozdrawia wszystkich śpiochów ;)

Radkowice po raz nie wiem który :)

Bardzo lubię to miejsce - klimatyczny drewniany kościółek położony w urokliwym miejscu. Wielkanocny wieczór spędziłam marznąc, fotografując go ponownie :)