Nota prawna

Wszelkie treści zamieszczone na blogu (zarówno teksty, jak i zdjęcia) podlegają ochronie prawnej na podstawie przepisów ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (tekst jednolity z 2006 r., Dz.U. nr 90, poz. 631 z późn. zm.). Bez zgody autora zabronione jest m.in. powielanie treści, ich kopiowanie, przedruk, przechowywanie i przetwarzanie z zastosowaniem jakichkolwiek środków elektronicznych, zarówno w całości, jak i w części.

Zabronione jest dalsze rozpowszechnianie, o którym mowa w art. 25 ust. 1 pkt b ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Nie oddaję zdjęć za za darmo.

środa, 28 grudnia 2011

Najstarszy pojazd kołowy świata

fot:  http://bronocice.dzialoszyce.info/waza.htm


Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym kto wynalazł koło? Jak to się stało, że ludzie zaczęli używać wozów kołowych? Gdzie dokonano najgenialniejszego wynalazku w dziejach ludzkości? Stare powiedzenie mówi, że potrzeba jest matką wynalazku. Trzeba więc zastanowić się kiedy oraz gdzie koło zaczęło być ludziom potrzebne.
W czasach gdy nasi przodkowie zajmowali się głównie łowiectwem, po prostu podążali przez las za zwierzyną a las dawał im wszystko czego potrzebowali. W chwili, gdy pojawiło się rolnictwo, pojawiły się też osady, do których trzeba było zwozić większą ilość płodów rolnych. Kiedy ludzie osiedli zaczęli gromadzić majątek. A gdy przyszło zmienić miejsce pobytu, by przetransportować te dobra potrzebny był wóz.
Dlaczego wóz kołowy nie pojawił się najpierw w Egipcie, który przecież słynie z wielu wspaniałych osiągnięć w tym z wysoce rozwiniętego rolnictwa? Dlaczego do Egiptu wóz zawędrował dopiero tysiąc lat po tym jak go wynaleziono? Powodem jest najprawdopodobniej Nil i żegluga rzeczna, które łączyły wszystkie ważne dla starożytnych Egipcjan miejsca i zapewniały dogodny transport towarów. Koło z pewnością również nie znalazłoby zastosowania na pustyni, na skutej lodem północy czy na terenach bardzo grząskich.
Powszechnie za „ojczyznę” wozu kołowego uważa się Mezopotamię. Odnalezione zabytki wskazują, że był on tam znany w III a nawet w IV tysiącleciu przed naszą erą. W mieście Uruk znaleziono w latach trzydziestych XX wieku piktogramy (znaki pisma obrazkowego) przedstawiające wóz, datowane na 3100 – 3050 r. p.n.e. W północnej Hesji znaleziono ryt na kamieniu grobowym przedstawiający pojazd dwukołowy ciągniony przez parę wołów także liczący sobie około 5000 lat. Jednak wszystko wskazuje na to, że wóz kołowy pojawił się po raz pierwszy na terenach dzisiejszej Polski.
W IV tysiącleciu p.n.e. pojawiła sie na terenach obecnego województwa świętokrzyskiego, kultura pucharów lejkowatych. Jej nazwa pochodzi od kształtu naczyń glinianych z baniastym brzuchem i szeroko rozchylonym kołnierzem ukształtowanym jak lejek. W ponidziańskich Bronocicach, na lessowym płaskowyżu nad rzeką, odkryto ogromną neolityczną osadę, którą zamieszkiwała społeczność rolników. W szczytowym okresie rozkwitu zamieszkiwało ją jednocześnie pół tysiąca osób. Właśnie jeden z przedstawicieli tej kultury, „świętokrzyski scyzoryk”, ok 3500r. p.n.e. ozdobił naczynie wizerunkiem czterokołowego wozu. Pojazd widziany jest z lotu ptaka, jedzie sobie dróżką między poletkami, obok których płynie strumień. Bronocicki garnek badano na wiele sposobów a wnioski publikowano w naukowych czasopismach – niestety tylko naukowych. Wnioski z tych badań są jednoznaczne – jest to najstarsze znane nam odwzorowanie wozu kołowego, starsze niż piktogramy z Uruk o około 300 lat.
A sama osada? Była największą osadą na terenie ok. 300 km kwadratowych. Te 300 km kwadratowych zamieszkiwało około 6000 osób. Osada zaś stanowiła centrum tego rejonu i skupiała wokół siebie, w promieniu kilku kilometrów, parę mniejszych osiedli. Być może bronocickie osiedle jako centrum regionu było stolicą związku plemiennego.
Jak dokonano tego odkrycia? Wszystko przez sztukę zaciągania długów pana Gierka. W latach siedemdziesiątych XX wieku Stany Zjednoczone dostarczały do Polski zboże. Pozwolono Warszawie by, zamiast za nie płacić, przeznaczyła część należności na program naukowy obojętny ideologicznie. Wybrano prehistorię i w ten sposób do Bronocic przyjechali naukowcy z Buffalo w USA i Krakowa (prof. Kruk). Fakt zaangażowania Amerykanów w badania tłumaczy częściowo, dlaczego to niezwykłe odkrycie jest tak słabo znane – ówczesnym władzom nie zależało na tym by rozgłaszać fakt zaciągnięcia pożyczki u kapitalistów. Rządy dawno się zmieniły jednak o wazie nadal wiedzą jedynie naukowcy a większość publikacji o bronocickim wozie to niestety dzieła angielskojęzyczne.
Z promocją polskiej nauki nigdy nie było różowo i nawet jeżeli coś zostało odkryte lub wymyślone to ginęło w czeluściach gabinetów i laboratoriów. Taki sam los spotkał niestety wazę z Bronocic. Gdyby odnaleziono ją pod Paryżem, Wiedniem czy Londynem wiedzielibyśmy o tym wszyscy a TVP kupowałaby filmy prezentujące ten niesamowity i zastanawiający, posklejany garnek, który stawia na głowie dotychczasowe teorie.
A co dzieje się z samą wazą? Profesor Kruk wywiózł ją do Krakowa i teraz jest przechowywana w sejfie Instytutu Archeologii i Etnologii PAN w Krakowie. O jej wypożyczenie zabiegało wiele muzeów na świecie jednak waza nigdy nie opuściła sejfu. Po co napawać się dumą z neolitycznego praprzodka, który jako pierwszy ozdobił ulepione przez siebie naczynie wizerunkiem wozu? Wygodniej przecież tradycyjnie upierać sie przy tezie, że kolebką wozu kołowego była Mezopotamia.

fot. http://bronocice.dzialoszyce.info/waza.htm

Mój tekst zamieszczony pierwotnie w wici.info obecnie pałęta się po różnych miejscach w sieci

piątek, 16 grudnia 2011

na dnie lasu

Jedna z moich pasji jest uchwycenie tego co niedostrzegalne. A co jest mniej dostrzegalne niż mchy?
Zdjęcia robię dwoma skręconymi z sobą manualnymi Heliosami. Otrzymuje w ten sposób milimetrową GO. Co ma swoje zalety jak i wady - no bo spróbujcie ostrzyć ręcznie gdy nawet potwierdzenie trafienia ostrości aparatu głupieje ;P



środa, 14 grudnia 2011

kofeina


Pochwale się, że moja kofeina wygrała ostatni weekendowy konkurs błyskawiczny "moc na dzień dobry" organizowany przez DFV :)

Dzięki za głosy :))

piątek, 9 grudnia 2011

Świętokrzyskie dinozaury

Rzeka Kamienna pod Starachowicami

Wśród mieszkańców naszego regionu przez wieki krążyły opowieści o diabłach i ich stopach odciśniętych w kamieniach. W podaniach ludowych stwory te rzucały odłamkami skalnymi czy pilnowały brodów lub jakiś skarbów. Dzisiaj wiemy, że wszystkie te ślady, łudząco podobne do wielokrotnie powiększonych odcisków ptasich łap, zostawiły dinozaury i bez cienia przesady można powiedzieć, że świętokrzyskie jest „zadeptane” przez te gady. Miliony lat temu chodziły one nie tylko po terenie współczesnego Bałtowa, o którym jest teraz tak głośno, ale po terenie prawie całego obecnego województwa. Czasami można w starych kamieniołomach spotkać studentów geologii lub paleontologii, którzy przybywają do nas na praktyki. Jeżeli się ich podsłucha można usłyszeć różne „ochy” i „achy” które wydają pochylając się nad kamieniami. I nic dziwnego, to przecież u nas znaleziono najstarsze jak dotąd ślady żyjących stadnie dinozaurów. Niestety tylko tropy, lecz fascynujące jest to, że na ich podstawie udało sie odtworzyć sylwetki tych zwierząt porównując znalezione u nas skamieniałe tropy z odnalezionymi w innych miejscach świata szkieletami.
Dolina rzeki Kamiennej to obszar wyjątkowy, o niezwykłej wartości w skali światowej. Znajdziemy tutaj wiele cennych stanowisk naukowych. Jedno z nich, według mnie najbardziej godne uwagi, to Gagaty Sołtykowskie – rezerwat w gminie Stąporków. Możemy tam zobaczyć utrwalone w skale trójpalczaste ślady drapieżnych dylofozaurów czy owalne odciski łagodnych zauropodów. To w Sołtykowie odkryto najstarszy znany obecnie zapis życia stadnego zauropodów i opieki dorosłych nad młodymi. Znalezione tam tropy ukazują nam jak dwa dorosłe zauropody osłaniają stadko czterech młodych przed atakującymi je drapieżnikami. Postanowiono tę niecodzienną scenę zrekonstruować i teraz możemy ją oglądać w Parku Jurajskim w Bałtowie.
Także okolice dzisiejszego Mniowa były odwiedzane przez wielkie gady i to dosyć licznie sądząc po ilości śladów, które po sobie zostawiły. Jest to jedno z najbogatszych w skamieniałości miejsc na świecie. Ich zagęszczenie często przekracza 10 odcisków na metr kwadratowy. Dinozaury zostawiły te liczne ślady wędrując piaszczystą mierzeją miedzy laguną a otwartym morzem. To właśnie tropiąc tamte dinozaury dr Gerard Gierliński odnalazł w okolicy Kontrewersu tajemniczy kamień z rytami, które uznano za kokopelli – opiekuńcze duszki z legend Indian Hopi. Może duchy te miały strzec twórców rytów przed dziwnymi, nieznanymi istotami, które zostawiły niewytłumaczalne ślady? Ślady, których nie potrafili przyporządkować do żadnego znanego sobie zwierzęcia?
Ciekawy trop odnaleziono w Glinianym Lesie. Jest to mały, zaledwie pięciocentymetrowy odcisk stopy pasujący do stopy praptaka Archeopteryksa. Niezwykłość tego znaleziska polega na tym, że jest ono o około 50 milionów lat starsze od najstarszych znanych praptasich szczątków, a także od najstarszych znanych szczątków maniraptorów, od których miałyby się wywodzić ptaki. Z tego znaleziska doktorzy Gierliński i Sabath wysnuli dosyć śmiałą hipotezę, że szereg ptasich cech, które posiadały maniraptory stanowi tylko ewolucyjny spadek po znacznie starszym wspólnym przodku ptaków i dinozaurów. Tak więc fruwające dziś nad nami ptaki byłyby według tego założenia nie tyle potomkami dinozaurów, co raczej potomkami wspólnego ich przodka. Niestety teoria ta nie ma zbyt wielu zwolenników, ponieważ na jej poparcie znaleziono tylko jeden ślad – właśnie w Glinianym Lesie.
Ślady wielkich gadów znaleziono także w okolicy Opatowa, w kamieniołomie koło Iłży oraz w Gromadzicach i w czasie budowy zbiornika wodnego w Wiórach. Długo sądzono, że nie ma co liczyć w Polsce na znaleziska wielkich gadów ponieważ uważano że w okresie górnej jury teren obecnej Polski pokrywały wody. Znaleziono jednak przeczące temu ślady w późnojurajskich osadach w okolicach Iłży, Ożarowa i Bałtowa. Sądzę, że to jeszcze nie koniec niespodzianek a dalsze badania paleontologiczne prowadzone na terenie naszego województwa jeszcze wielokrotnie nas zaskoczą. Być może uda się nawet znaleźć inne ślady potwierdzające teorię o pochodzeniu ptaków.

w Bałtowski Parku Jurajskim.

środa, 7 grudnia 2011

sobota, 3 grudnia 2011

Fontannowa sesja :)

Tak piękna pogoda za oknem jak dzisiaj ;p nakłania do przejrzenia sesji letnich :)
Zdjęcia Margaret i Jarka - fajnej, szalonej pary - zrobione latem w fontannie starachowickiej.





To tak na ochłodę gdyby komuś było za ciepło dzisiaj ;PP