Przejdź do głównej zawartości

Najstarszy pojazd kołowy świata

fot:  http://bronocice.dzialoszyce.info/waza.htm


Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym kto wynalazł koło? Jak to się stało, że ludzie zaczęli używać wozów kołowych? Gdzie dokonano najgenialniejszego wynalazku w dziejach ludzkości? Stare powiedzenie mówi, że potrzeba jest matką wynalazku. Trzeba więc zastanowić się kiedy oraz gdzie koło zaczęło być ludziom potrzebne.
W czasach gdy nasi przodkowie zajmowali się głównie łowiectwem, po prostu podążali przez las za zwierzyną a las dawał im wszystko czego potrzebowali. W chwili, gdy pojawiło się rolnictwo, pojawiły się też osady, do których trzeba było zwozić większą ilość płodów rolnych. Kiedy ludzie osiedli zaczęli gromadzić majątek. A gdy przyszło zmienić miejsce pobytu, by przetransportować te dobra potrzebny był wóz.
Dlaczego wóz kołowy nie pojawił się najpierw w Egipcie, który przecież słynie z wielu wspaniałych osiągnięć w tym z wysoce rozwiniętego rolnictwa? Dlaczego do Egiptu wóz zawędrował dopiero tysiąc lat po tym jak go wynaleziono? Powodem jest najprawdopodobniej Nil i żegluga rzeczna, które łączyły wszystkie ważne dla starożytnych Egipcjan miejsca i zapewniały dogodny transport towarów. Koło z pewnością również nie znalazłoby zastosowania na pustyni, na skutej lodem północy czy na terenach bardzo grząskich.
Powszechnie za „ojczyznę” wozu kołowego uważa się Mezopotamię. Odnalezione zabytki wskazują, że był on tam znany w III a nawet w IV tysiącleciu przed naszą erą. W mieście Uruk znaleziono w latach trzydziestych XX wieku piktogramy (znaki pisma obrazkowego) przedstawiające wóz, datowane na 3100 – 3050 r. p.n.e. W północnej Hesji znaleziono ryt na kamieniu grobowym przedstawiający pojazd dwukołowy ciągniony przez parę wołów także liczący sobie około 5000 lat. Jednak wszystko wskazuje na to, że wóz kołowy pojawił się po raz pierwszy na terenach dzisiejszej Polski.
W IV tysiącleciu p.n.e. pojawiła sie na terenach obecnego województwa świętokrzyskiego, kultura pucharów lejkowatych. Jej nazwa pochodzi od kształtu naczyń glinianych z baniastym brzuchem i szeroko rozchylonym kołnierzem ukształtowanym jak lejek. W ponidziańskich Bronocicach, na lessowym płaskowyżu nad rzeką, odkryto ogromną neolityczną osadę, którą zamieszkiwała społeczność rolników. W szczytowym okresie rozkwitu zamieszkiwało ją jednocześnie pół tysiąca osób. Właśnie jeden z przedstawicieli tej kultury, „świętokrzyski scyzoryk”, ok 3500r. p.n.e. ozdobił naczynie wizerunkiem czterokołowego wozu. Pojazd widziany jest z lotu ptaka, jedzie sobie dróżką między poletkami, obok których płynie strumień. Bronocicki garnek badano na wiele sposobów a wnioski publikowano w naukowych czasopismach – niestety tylko naukowych. Wnioski z tych badań są jednoznaczne – jest to najstarsze znane nam odwzorowanie wozu kołowego, starsze niż piktogramy z Uruk o około 300 lat.
A sama osada? Była największą osadą na terenie ok. 300 km kwadratowych. Te 300 km kwadratowych zamieszkiwało około 6000 osób. Osada zaś stanowiła centrum tego rejonu i skupiała wokół siebie, w promieniu kilku kilometrów, parę mniejszych osiedli. Być może bronocickie osiedle jako centrum regionu było stolicą związku plemiennego.
Jak dokonano tego odkrycia? Wszystko przez sztukę zaciągania długów pana Gierka. W latach siedemdziesiątych XX wieku Stany Zjednoczone dostarczały do Polski zboże. Pozwolono Warszawie by, zamiast za nie płacić, przeznaczyła część należności na program naukowy obojętny ideologicznie. Wybrano prehistorię i w ten sposób do Bronocic przyjechali naukowcy z Buffalo w USA i Krakowa (prof. Kruk). Fakt zaangażowania Amerykanów w badania tłumaczy częściowo, dlaczego to niezwykłe odkrycie jest tak słabo znane – ówczesnym władzom nie zależało na tym by rozgłaszać fakt zaciągnięcia pożyczki u kapitalistów. Rządy dawno się zmieniły jednak o wazie nadal wiedzą jedynie naukowcy a większość publikacji o bronocickim wozie to niestety dzieła angielskojęzyczne.
Z promocją polskiej nauki nigdy nie było różowo i nawet jeżeli coś zostało odkryte lub wymyślone to ginęło w czeluściach gabinetów i laboratoriów. Taki sam los spotkał niestety wazę z Bronocic. Gdyby odnaleziono ją pod Paryżem, Wiedniem czy Londynem wiedzielibyśmy o tym wszyscy a TVP kupowałaby filmy prezentujące ten niesamowity i zastanawiający, posklejany garnek, który stawia na głowie dotychczasowe teorie.
A co dzieje się z samą wazą? Profesor Kruk wywiózł ją do Krakowa i teraz jest przechowywana w sejfie Instytutu Archeologii i Etnologii PAN w Krakowie. O jej wypożyczenie zabiegało wiele muzeów na świecie jednak waza nigdy nie opuściła sejfu. Po co napawać się dumą z neolitycznego praprzodka, który jako pierwszy ozdobił ulepione przez siebie naczynie wizerunkiem wozu? Wygodniej przecież tradycyjnie upierać sie przy tezie, że kolebką wozu kołowego była Mezopotamia.

fot. http://bronocice.dzialoszyce.info/waza.htm

Mój tekst zamieszczony pierwotnie w wici.info obecnie pałęta się po różnych miejscach w sieci

Komentarze

  1. Czyli, że niby niczyj ten tekst? Oj Katarzyno:P

    OdpowiedzUsuń
  2. jak to niczyj? Jest mój :) tylko znajduję go w najdziwniejszych miejscach.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie chcę Cię podpuszczać ;) ale ja bym się obraził, jakby mi Darek zasugerował, że nie umiem pisać i muszę zrzynać notki ;P

    PS. Komentować Cię spod Chrome'a nadal się nie da.

    OdpowiedzUsuń
  4. no wiesz... wyjaśniliśmy to sobie z Mecenasem na priv ...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ty Pietrek nie podpuszczaj:P

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czarny poniedziałek

W dniu dzisiejszym w Starachowicach podobnie jak i w całej Polsce odbył się protest kobiet.
Oto kilka ujęć.







Jeszcze jeden wschód ...

...niby jeden z wielu ale jednak bardzo szczególny - bo dziecko chciało wstać o trzeciej nad ranem by pojechać i zobaczyć wschód słońca latem. Byłyśmy w Wąchocku. Takich chmur to jeszcze na zdjęciach nie miałam. Fotografowałam mało z wiadomych względów i z wiadomych względów nie brałam statywu ;) To jeden z najfajniejszych  moich wschodów!





Mała pozdrawia wszystkich śpiochów ;)

Świętokrzyskie świętojańskie

W tym roku, jak co roku, grupa maniaków fotograficznych razem z Ewą i Piotrem, najechała teren Świętokrzyskiego. Było gorąco, bardzo gorąco i jeszcze goręcej.
Były i piękne pola i stary klasztor i stare samochody ... a także sporo rozmów o fotografii - to jest najfajniejsze.

Pierwszy dzień zaczęliśmy od fotografowania klasztoru ojców cystersów w Wąchocku - kopalnia kadrów i jak przyjemna atmosfera a i klimat bardziej zdatny do życia niż poza murami (10stopni różnicy temperatury!)

Na zachód słońca polowaliśmy na malowniczych, pofalowanych polach tuż za progiem gospodarstwa gdzie spaliśmy.


Wschód to było wyzwanie ... trzeba było wstawać po około trzech godzinach snu bo wyjazd był o trzeciej rano i jechaliśmy na Łysą Górę.



Następnie pojechaliśmy na Wielki Piec w Starachowicach. Tam oprócz stałej, niezwykle fotograficznej ekspozycji, mogliśmy fotografować zlot starych samochodów. Po obiedzie - zabytkowa chałupa Czernikiewiczów w Bodzentynie, a zachód - znowu na polach - tylko kawałek dale…