Przejdź do głównej zawartości

Wakacje z duchami




Duchy. Pokutujące, szukające, straszące, pilnujące ... Każde szanujące się zamczysko, pałac czy ruiny powinny mieć swojego ducha, którego zbroczony prawdziwą krwią rodowód jest mocno osadzony w historii. Biała dama, rycerz, kasztelan, Czerwony Pan to tylko niektóre ze zjaw nawiedzających świętokrzyskie zamki. A każda z nich ma swoją własną mroczną historię.
Niektóre duchy nawet po śmierci kontynuują obowiązki, które wypełniały za życia tak jak Biała Dama z zamku w Chęcinach. Niektórzy mówią, że to sama Bona dogląda skarbów tam przez siebie zostawionych, inni (do tych i ja się zaliczam) dementują - to nie ona tylko jej zaufany sługa, stróż skarbu, Brancaccio. Za życia, na tym zamku strzegł skarbów, może powrócił po śmierci i czeka na rozkazy swej pani. W czasie powrotu Bony do Włoch po śmierci męża, króla Zygmunta Starego, załamał się pod jednym z wyładowanych skarbami wozów most na płynącej nieopodal Chęcin Nidzie. Skarby zostawiono na zamku, gdzieś w jakimś skarbczyku, czy w szczelinie muru prędko zamurowanej. Podobno Brancaccio często owijał się białym płaszczem gdyż zimno mu było w naszym klimacie. Już za życia chodził po zamku cicho jak duch doglądając skarbów swej pani i nieraz wartownika zaskoczył na drzemce.
Wędrując po zamkach możemy natknąć się także na rycerzy zmarłych w dalekich krajach, którzy po śmierci wrócili w rodzinne strony tak jak duch z Krzyżtoporu. Wzniesiony w Ujeździe "ku wiecznej chwale rodu Ossolińskich" najwspanialszy polski pałac-warownia jest dziś ogromną tzw. trwałą ruiną. Przetrwał nienaruszony 11 lat, a potem dogorywał przez następne 100. Kolejne dwa wieki czekał na odbudowę, ale mógł liczyć tylko na przykrycie dachem nagich murów. Nie mieli szczęścia też jego właściciele: fundator zmarł na febrę, nie przeżywszy nawet roku w swej budowli, jego syn Krzysztof Baldwin zginął wkrótce po nim bezpotomnie od strzały tatarskiej na Podolu.
Pozostałości zamku robią niezwykłe wrażenie; właściwie nie dziwi nikogo, że w takiej budowli pojawiają się aż dwa etatowe duchy: czarnego rycerza w zbroi husarskiej (podobno to Krzysztof Baldwin) i młodej kobiety (czyżby jedna z żon?). Gdzie jednak podziewa się duch budowniczego zamku - Krzysztofa Ossolińskiego? Powinien trwać w tych ruinach jako pole energii, którą 350 lat temu skupił w tym miejscu, tworząc dzieło tak ogromne i tak przemyślane. Mówią, że krótki żywot zamku był karą za pychę Krzysztofa, który próbował tą budowlą wynieść swój ród ponad inne. Więc może to duch zawiści, rodem z polskiego piekła, zniweczył dzieło Ossolińskich? Byłby to jeszcze jeden duch w tych ruinach.
W starych zamkach i pałacach możemy się natknąć nie tylko na rycerzy. W “haremie” w Grabkach Dużych na Pogórzu Szydłowskim, spotkamy ducha rozpustnego kasztelana Stanisława Rupniewskiego. Dostał się on do niewoli tureckiej ratując Wiedeń w czasie sławnej odsieczy Jana III Sobieskiego i przez 20 lat przebywał jako niewolnik w Turcji. Przyjął religię i zwyczaje tego kraju. Wykupiony przez rodzinę wrócił do Polski gdzie żył w dobrobycie wyznając Islam. W Grabkach wybudował pałac w stylu orientalnym gdzie zamieszkiwały panie z którymi “miło spędzał czas”. Tak było do chwili gdy poznał piekną pannę z Szydłowa dla której stracił głowę. Pewnego dnia zabrał ją na przejażdżkę i próbował wywieźć do Grabek. Jednak rozpędzony powóz roztrzaskał się o drzewo. Pannie nic się nie stało ale Rupniewski zginął na miejscu nadziawszy sie na swój kindżał tatarski, który zawsze miał przy sobie. Od tego czasu ducha kasztelana widuje się to tu to tam gdy trzyma się za obficie krwawiący brzuch, tak jakby przeżywał swoją śmierć ciągle od nowa.
O jednych duchach wiemy sporo – o innych prawie nic. Zazdrośnie strzegą swojej tożsamości. Jeden z takich tajemniczych duchów związany jest także z rodem Ossolińskich. To rezydujący w Ossolinie Czerwony Panek. Po tej niegdyś wspaniałej siedzibie Jerzego Ossolińskiego – brata Krzysztofa – zostało obecnie mniej niż po Krzyżtoporze: arkada mostu, fragmenty murów, kawałek bramy wjazdowej i fundamentów. Ubrana w czerwony surdut i czapkę zjawa, nazywana Czerwonym Pankiem, za dnia kryje się w piwnicach zamkowych a nocą na czerwonym koniu przejeżdza przez resztki mostu do miejsca gdzie niegdyś była gorzelnia. Duch ten bardzo nie lubi być podglądany – niejeden śmiałek poszukujący go miał już “wypadek”.
Niektóre z duchów zostały oswojone tak jak Biała Dama z Chęcin, która ukazuje się na murach zamku zawsze latem o 22.00. Inne są zupełnie nieprzewidywalne tak jak Rupniewski czy Czerwony Panek. Przeważnie nie robią one krzywdy spragnionym wrażeń turystom. Czyżby dlatego, że duch bez turystów jest jak aktor bez widowni?
Większość zamków szczyci się swoimi zjawami i nic w tym dziwnego, gdyż bardzo podnoszą prestiż miejsca. Tylko w Sobkowie milczą na temat duchów. Czy naprawdę tam nikt nie straszy? A może tylko tak nam się wydaje?

Komentarze

  1. Miło pooglądać ładne zdjęcia.
    Pozdrawiam!

    PS: A jak mogę zaobserwować? Bo nie widzę guzika do obserwowania...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Radkowice po raz nie wiem który :)

Bardzo lubię to miejsce - klimatyczny drewniany kościółek położony w urokliwym miejscu. Wielkanocny wieczór spędziłam marznąc, fotografując go ponownie :)




Na faceliowym polu szczęścia

Muszę przyznać, że ostatnio zaniedbywałam bloga - ale nie dlatego, że nie robiłam zdjęć :)) Postaram się poprawić :)
Kilka zdjęć z wypadu z moim Małym Szczęściem na pole facelii.





Rydno 2017

Tradycyjnie jak co roku i tego roku się odbyło ;))
Oto kilka moich zdjęć.









Można było zobaczyć jak powstają wyroby z filcu.



 Ulepić sobie coś z gliny.










Zobaczyć jak uzyskiwano się miedź z malachitu.