Przejdź do głównej zawartości

RYDNO - rezerwat archeologiczny




Rydno to niezwykłe miejsce o tak długiej historii, że trudno to sobie wyobrazić. Nazwy tej próżno szukać na mapach sprzed XX wieku. Została ona bowiem wymyślona przez profesora Stefana Krukowskiego i pierwotnie brzmiała Rydzno prawdopodobnie z powodu barwy ziemi na terenie rezerwatu, podobnej kolorem do rydzów. Jest to rezerwat archeologiczny obejmujący dziesięciokilometrowy odcinek doliny rzeki Kamiennej między Skarżyskiem a Wąchockiem, z pozostałościami prehistorycznych zakładów kopalnianych, przetwórczych i miejsc wymiany towarowej.
Jeden z badaczy Rydna profesor Romuald Schild twierdzi, że nie było to jedno stanowisko czy nawet pojedyncza osada ale setki a może nawet tysiące osad skupionych wokół odkrywkowej kopalni ochry. Ochra, czyli ziarna hematytu były eksploatowane według niego już od starszej epoki kamienia czyli około dwadzieścia tysięcy lat temu aż do (na mniejszą skalę) czwartego tysiąclecia przed naszą erą – ale głównie w późnym paleolicie u schyłku epoki lodowej czyli kilkanaście tysięcy lat temu.
Na terenie kilku kilometrów kwadratowych odkryto do tej pory ponad 400 obozowisk z epoki kamiennej. Nie tylko w Europie ale nigdzie na świecie nie znaleziono takiego nagromadzenia stanowisk z tego okresu. To miejsce wyraźnie przyciągało ludzi. Wyrabiano tam z hematytu czerwony barwnik nazwany przez profesora Krukowskiego krwicą. Czerwień od pradawnych czasów była barwą życia. Krwica (mączka hematytowa zmieszana z tłuszczem zwierzęcym) była symbolem zdrowia, siły i walki. Wierzono, że człowieka nią pomalowanego omijały niebezpieczeństwa a jego broń stawała się efektywniejsza. Możliwe, że już wtedy czerwień stała się symbolem władzy i dostojeństwa jak później purpura królewska czy kardynalska. Barwnika tego używano do celów kultowych, do garbowania skór jak również w ówczesnej medycynie. Być może staczano wtedy o teren Rydna boje takie jak o dzisiejsze tereny roponośne ponieważ krwica była towarem drogim, poszukiwanym, pożądanym. Prawdopodobnie dlatego stała się przedmiotem handlu. Badacze znaleźli wiele śladów świadczących o tym, że krwica podlegała wymianie towarowej – znaleziono ślady „egzotycznych” skał np. obsydiany z terenów dzisiejszej Słowacji i Węgier, jaspis znad Wagu. Po barwnik przybywali wysłannicy ówczesnych plemion z ziem dzisiejszej Polski i jej pobliskiego sąsiedztwa.
Hematyt jest tu stosunkowo łatwo dostępny. Wystarczy odsunąć trochę ziemi zabarwionej na żółto – pomarańczowo, pogrzebać głębiej w tym miejscu i już mamy czerwony surowiec w rękach. Jednak miejscowi górnicy już 20 tysięcy lat temu potrafili kopać jamy głębokie na dwa metry. Obecnie możemy chodzić po pozostałościach ich prac i podziwiać wysokie ściany i głębokie doły, które po sobie pozostawili. Po wydobyciu hematyt był rozcierany w żarnach a potem mieszany z tłuszczem, o ile nie miał służyć do posypania zwłok (już neandertalczycy używali czerwonego barwnika do posypywania ciał swoich zmarłych). 
 
Resztki obozowisk w tym miejscu różnią się od innych pochodzących z tego samego okresu znajdowanymi w ich obrębie czerwonymi plamami, które powstały w momencie gdy pył hematytu w chwili rozcierania opadał na ziemię. Przypuszczam, że także ludzie zajmujący się wyrobem krwicy chodzili cali umorusani na czerwono.
Badacze znaleźli tutaj ślady pracowni krzemienia czekoladowego, która jest jedynym znanym nam przykładem pracowni pozakopalnianej. Bryły krzemienne były w to miejsce przynoszone prawdopodobnie z kopalni w Orońsku i Wierzbicy. Buły dzielono na mniejsze jednostki zwane rdzeniami i odbijano od nich wióry (stangi), z których wyrabiano noże. Zapasy tego cennego kruszcu przechowywano w składach ziemnych. Odnaleziono kilka magazynów tych brył. Zgromadzone one były zawsze w ilościach podzielnych przez trzy. Naukowcy uznali to za jeden z dowodów na fakt posługiwania sie przez ówczesnych ludzi trójkowym systemem liczenia, czyli takim, w którym podstawową jednostką jest trzy. To rydnowskie odkrycie jest według profesora Krukowskiego pierwszym w dziejach stwierdzeniem uporządkowanego liczenia prahistorycznego. Trójkami liczono na długo przed początkami rolnictwa, hodowli, metalurgii, pisma, miast, państw i przed narodzinami cywilizacji historycznych.
Ten niesamowity obiekt, stanowiący zabytek w skali światowej, był i niestety nadal jest niszczony. Najpierw został rozkopany, ponieważ istniało zapotrzebowanie na piasek. Wydobyty, prawdopodobnie razem z zabytkami piasek, zmieszano z cementem i użyto w budownictwie. Mimo, że od 1995 roku rezerwat stanowi część Obszaru Chronionego Krajobrazu Doliny Kamiennej od strony Skarżyska zasypywany jest śmieciami z pobliskiego wysypiska śmieci a przy Górze Rocha jest rozjeżdżany przez przez koła samochodów ciężarowych w czasie prób terenowych prowadzonych przez starachowicką fabrykę. Tak więc moi mili, parafrazując księdza Twardowskiego, spieszmy sie oglądać Rydno tak szybko przemija.


 (moja pociecha w zeszłym roku :-))

Komentarze

  1. Zgodnie z wynikami ostatnich badań (w jaskini Blombos w RPA) proces "produkcji" barwnika był nieco bardziej skomplikowany niż dotychczas myśleliśmy. Na stanowisku znalezione zostały muszle, które najpewniej służyły na naczynia do wyrobu "farby" lub pojemniki na gotową miksturę. Poza ochrą znalezione zostały w nich: pył kwarcytowy, roztarty wapień i węgiel, mączka kostna. To wszystko prawdopodobnie było podgrzewane. Jeśli interpretacja naukowców jest prawidłowa, to nasi przodkowie umieli "przyrządzić" z hematytu farbę klejową! :)

    Krótki artykuł na temat badań w Blombos: [url]http://www.rydno.pttk.pl/news.php?readmore=886[/url]

    OdpowiedzUsuń
  2. W takim razie polecam tekst oryginalny (przekłady polskich redaktorów często gubią część "sensu"): http://www.sciencedaily.com/releases/2011/10/111013141807.htm

    Ps. W powyższym przepisie pominąłem jeden składnik: owoce wiązu. :o)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czarny poniedziałek

W dniu dzisiejszym w Starachowicach podobnie jak i w całej Polsce odbył się protest kobiet.
Oto kilka ujęć.







Radkowice po raz nie wiem który :)

Bardzo lubię to miejsce - klimatyczny drewniany kościółek położony w urokliwym miejscu. Wielkanocny wieczór spędziłam marznąc, fotografując go ponownie :)




Na faceliowym polu szczęścia

Muszę przyznać, że ostatnio zaniedbywałam bloga - ale nie dlatego, że nie robiłam zdjęć :)) Postaram się poprawić :)
Kilka zdjęć z wypadu z moim Małym Szczęściem na pole facelii.